EN

Blog marketing partyzancki

Jak wysłaliśmy koszulkę piłkarską do stratosfery: case study marketingu partyzanckiego

Autor: · · 3 min czytania · Aktualizacja

Jak wysłaliśmy koszulkę piłkarską do stratosfery: case study marketingu partyzanckiego

Czym jest marketing partyzancki — i dlaczego wciąż w niego wierzę?

Marketing partyzancki to zdobywanie uwagi pomysłem zamiast budżetem mediowym. Nie płacisz ludziom za to, że na Ciebie spojrzą — dajesz im powód, by o Tobie mówić.

Jestem tym tematem zafascynowany od lat. Napisałem o nim nawet pracę magisterską. Nie każda marka musi robić coś szalonego, ale najlepsze kampanie łączy jedno: ludzie spoza marki sami chcą je przekazywać dalej.

Pomysł: koszulka meczowa 35 kilometrów nad Ziemią

Razem z Lechem Poznań zadaliśmy proste pytanie: co by było, gdyby jedna z koszulek meczowych klubu opuściła pogodę na Ziemi? Odpowiedzią była kapsuła, balon stratosferyczny i około 35 kilometrów nieba — dużo wyżej, niż latają samoloty pasażerskie.

Łatwo to powiedzieć. Dużo trudniej zrobić. Przygotowania zajęły kilka miesięcy, a stronę techniczną zrobiliśmy z wyspecjalizowaną organizacją naukową. Koszulka poleciała w specjalnie przygotowanej kapsule z trzema kamerami i lokalizatorem GPS.

Jak wyglądały start i odzyskiwanie kapsuły?

  1. Przygotowaliśmy kapsułę: koszulka w środku, trzy kamery, lokalizator GPS.
  2. Balon uniósł ją na około 35 kilometrów.
  3. Czekaliśmy. Nikt nie mógł obiecać, że kapsuła dotrze do stratosfery ani gdzie wyląduje.
  4. Gdy kapsuła zaczęła opadać, jechaliśmy za sygnałem GPS samochodem.
  5. Znaleźliśmy ją nocą. Koszulka była cała, a każdy etap nagrywały kamery.

Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy spadnie na autostradę, do jeziora czy zawiśnie na czubku drzewa.

Dlaczego trzymaliśmy zakończenie w tajemnicy?

Nie ogłosiliśmy wyniku. Kibice pytali w komentarzach: czy naprawdę doleciała do stratosfery? Gdzie wylądowała? Znaleźliście ją? Celowo zostawiliśmy te pytania bez odpowiedzi.

Odpowiedzi przyszły później, w jednym filmie pokazującym wszystko — od startu po odzyskanie. Jako marketera najbardziej interesuje mnie właśnie to: nie publikowaliśmy stuntu, tylko historię z otwartym zakończeniem, a ludzie zostawali, żeby dowiedzieć się, jak się skończy.

Co dała ta kampania?

Historię podchwyciły media lokalne, sportowe i branża marketingowa. Dla każdej z nich był to materiał dla własnych odbiorców, a nie komunikat prasowy do przepisania.

Kupienie takiego zasięgu w różnych typach mediów oznaczałoby artykuły sponsorowane, banery i płatne social media — drogo, a każde miejsce byłoby oznaczone jako reklama. Tu nagłówek napisał się sam: „Lech Poznań wysłał koszulkę piłkarską do stratosfery”. Nikt nie musiał tłumaczyć, dlaczego klub jest świetny.

Żeby było jasne: to nie było za darmo. Potrzebne były planowanie, produkcja, sprzęt, logistyka i wielu ludzi. Różnica polega na tym, gdzie trafiły pieniądze: w stworzenie czegoś, co samo generuje wartość medialną, zamiast w wynajmowanie dystrybucji.

Trzy zasady, które z tego wynoszę

  • Niech działanie będzie historią. Jeśli nagłówek wymaga akapitu wyjaśnień, pomysł nie jest wystarczająco ostry.
  • Buduj dla ludzi spoza swojego działu marketingu. Prawdziwy test to dziennikarz, który myśli: „o tym warto napisać”.
  • Zadbaj, by kampania żyła poza Twoimi kanałami. Jeśli istnieje tylko na Twoim Instagramie, całą dystrybucję dźwigasz sam. Jeśli jest wystarczająco mocna, dźwigają ją dziennikarze, twórcy i społeczności.

Nie przekonujesz ludzi, że Twoja kampania jest ciekawa. Tworzysz coś naprawdę ciekawego i pozwalasz, by zadziałało samo.

Szybkie odpowiedzi

Czym jest marketing partyzancki?

To oparty na pomyśle sposób zdobywania uwagi — nietypowe działanie, stunt lub historia, którą ludzie sami chcą udostępniać — zamiast kupowania zasięgu w reklamach.

Jak wysoko poleciała koszulka Lecha Poznań?

Około 35 kilometrów nad ziemią, w kapsule przenoszonej przez balon stratosferyczny. Lech Poznań był pierwszym polskim klubem piłkarskim, który wysłał koszulkę w stratosferę.

Czy ten stunt był drogi?

Nie był darmowy: wymagał miesięcy przygotowań, sprzętu, logistyki i dużego zespołu. Chodzi o to, że budżet poszedł na stworzenie historii, która zdobyła własne publikacje, a nie na kupowanie miejsc w mediach.

Zobacz projekt w portfolio →

Czytaj dalej